Sakiewkowo

Sakiewki
Od długiego, ciężkiego do określenia czasu podobają mi się rzeczy kojarzące się trochę z dawnym rzemiosłem i generalnie dawnym życiem. Rzeczy mające same z siebie pewien specyficzny klimat. Takie coś ma dla mnie wiele przedmiotów wykonanych ze skóry, a w tym sakiewki. Dlatego też, kiedy miałem odpowiednie materiały oraz konkretny cel wykonania sakiewki nie czekałem już na nic więcej i zabierałem się do dzieła. Na chwilę obecną powstały 3, które postanowiłem tutaj przedstawić.

Rękawiczkowa sakiewka na kości
Pierwsza sakiewka powstała ponad 2 lata temu, kiedy postanowiłem skorzystać ze znalezionych starych zamszowych rękawiczek z jednym palcem do zastąpienia foliowego woreczka, w którym trzymałem do tamtej pory wszystkie posiadane kości do gry. W albumie można zobaczyć zdjęcia kolejnych etapów jej tworzenia. Wykorzystałem tutaj tylko „wierzchnie” części obu rękawiczek, ponieważ te od wewnętrznej strony dłoni są troszkę przytarte, przez co mniej przyjemne w dotyku.

Przydała mi się ona kilkukrotnie, między innymi w czasie, kiedy postanowiłem na uczelnię przynosić taki mały kwadratowy tekturowy zestaw prostych gierek planszowych z Kaczora Donalda. Okazało się, że sakiewka jest akurat na tyle szeroka, że nie jest problemem włożyć do niej poza kośćmi również i te plansze. Z tego, co pamiętam, to zdarzało się pogrywać w chińczyka na niektórych wykładach. Poza tym oczywiście dzięki noszeniu jej ze sobą mogłem grać z ludźmi w tysiąca w kości – grę, w którą z kolei zagrywaliśmy się w klasie maturalnej. Noszenie jednak takiej dużej sakiewki tylko po to, by wykorzystać 6 kosteczek było trochę przerostem formy nad treścią i w pewnym momencie przestałem ją ze sobą nosić.

Buciana sakiewka na słuchawki

Druga sakiewka powstała dopiero ostatnio, jako odpowiedź na fakt, że Aga potrzebowała czegoś w tym stylu do noszenia słuchawek do telefonu. Myślałem pierwotnie, że zrobię ją z innych rękawiczek skórzanych, ale nie chciałem ciąć ich poszczególnych części, a w tym wypadku sakiewka powinna być znacznie mniejsza niż ta wspomniana wcześniej. Uznałem więc, że jest to idealny moment na wykorzystanie skórzanych butów na obcasie, które moja ciocia kilka miesięcy temu chciała wywalić.

Tutaj również zdjęcia pokazujące proces tworzenia możecie zobaczyć na Picasie i nie będę go jakoś specjalnie omawiał. Ogólnie tylko powiem, że planowałem najpierw wykorzystać większy kawałek skóry z tych butów, ale uznałem ponownie, że jednak te kawałki będą za duże, a szkoda je ciąć, bo mogą się przydać w takim rozmiarze na coś innego. Tak też postanowiłem dalej „rozbrajać” te buty rozcinając zszycia i skorzystałem ze znacznie mniejszych fragmentów, które okazały się idealne. Dziury na rzemyki postanowiłem, sam nie wiem czemu, robić kręcąc w materiale szpikulcem zamiast po prostu wyciąć je nożyczkami. O ile oczywiście da się to zrobić, o tyle jest to robota bezsensownie dłuższa od wybrania nożyczek. Same rzemyki zaś ostatecznie postanowiłem skrócić w porównaniu do zdjęcia powyżej i zostały takie, jak widać na ostatnim zdjęciu w albumie. Czy jest lepiej sam właściwie nie jestem pewien. Co jednak jest najważniejsze – Adze ta sakiewka bardzo się spodobała, co oznacza, że cel został w pełni osiągnięty.

Kciukowa sakieweczka na kosteczki

Trzecia sakiewka powstała dzień po tej na słuchawki. Byłem na fali akurat, a nie byłem zadowolony z moich wcześniejszych prób noszenia przy sobie 6 małych kostek, żeby można było w razie czego zagrać we wspomnianego wcześniej tysiąca. Uznałem więc, że mogę sobie zrobić miniaturową sakiewkę, która miałaby pomieścić tylko je. I tak też postanowiłem z wewnętrznej części rękawiczek, z których powstała pierwsza sakiewka zrobić tę mniejszą.

Myślałem najpierw o odcięciu zewnętrznego fragmentu palca z obu rękawiczek i zszycia ich razem analogicznie do tego, jak robiłem wcześniej. Uznałem jednak, że wewnętrzna część palca nie jest jednak specjalnie starta i sensowniej będzie wykorzystać oba fragmenty jako całość. Tak też zrobiłem, jak widać na zdjęciach – oddzieliłem palec od reszty i odciąłem w odpowiednim miejscu tam, gdzie nie było szwów. Potem zostało tylko zrobienie dziur, które ponownie robiłem szpikulcem zamiast nożyczek, oraz wplecenie rzemyków. Było to niesamowicie proste, jeśli pominąć to głupie podejście do dziurawienia.

Sakieweczka z monetami przy szlufce

Cieszy mnie ona bardzo, chociaż niestety jeszcze nie miałem okazji z niej jakoś specjalnie skorzystać. Fajną rzeczą, która wyszła właściwie mimochodem, jest to, że mieszczą się do niej również monety – zarówno nasz aktualny bilon, jak i monety większe, jak te, którymi zdarza mi się bawić i które widać na zdjęciach. Jeśli połączyć to z faktem, że mogę sobie ją zaczepić u szlufki spodni, to okazuje się, że niechcący stworzyłem sobie również rozwiązanie problemu z wypadającymi czasem z kieszeni monetami. Zrobię więc sobie zapewne z drugiego kciuka taką samą, w której będę trzymał właśnie monety. Będę tylko musiał uzupełnić swoje rzemykowe zapasy.

Głupio mi tylko trochę przed samym sobą, że wcześniej nie wpadłem na zrobienie sobie miniaturowej sakiewki dla tych nieszczęsnych małych kosteczek. Próbowałem różnych gotowych rozwiązań, ale żadne nie zdawało egzaminu. A przecież wystarczyło otworzyć umysł i zobaczyć, jaki potencjał twórczy ma ta sytuacja. Pozwoliłem sobie zapomnieć, że jeśli czegoś potrzebuję, to przecież nie muszę narzekać na to, że tego nie mam, ani szukać tego w sklepie. Ważne jest, żeby wiedzieć, że w pewnych sytuacjach po prostu jest się w stanie sobie poradzić. Nie wystarczy przypuszczać – trzeba wiedzieć i czuć, bo w tym jest siła działania.

„If you don’t have the right equipment for the job, you just have to make it yourself.” – MacGyver, MacGyver (Out in the Cold)