Living on the Island

Dawno nie pisałem, ale i dziś nie będzie za dużo tego pisania. Z tworzeniem w ostatnich dniach bywa różnie, ale muzyki w nich nie brakuje. A jeśli połączyć to z dość niedawną podróżą, pięknym towarzyszącym w podróży głosem i znajomymi, który mają różne możliwości, którymi się dzielą, może powstać piosenka. Tudzież cover piosenki Julii Pietruchy „Living on the Island”:

Zaakceptuj ciasteczka typu statistics, marketing by obejrzeć wideo tutaj. By obejrzeć bez akceptowania ciasteczek skopiuj ten link do nowej karty: https://www.youtube.com/embed/JAouYZdSEDY?feature=oembed

Bezpośredni link do video: https://youtu.be/JAouYZdSEDY

Sama muzyka: https://soundcloud.com/fenixb3/living-on-the-island-cover

Somewhere Over the Rainbow

Instrumenty są super. Można na nich grać, cieszyć się i dawać radość. Małe instrumenty są jeszcze lepsze, bo można je łatwiej i tym samym częściej nosić. Ukulele, choć wygodą transportu odbiega od harmonijki, to insturmentem jest przewspaniałym i z nim też chadzam ciągle, o ile temperatura pozwala. Postanowiłem więc w końcu sprawić sobie pasek doń. I tym razem to postanowienie sfinalizować.

Czytaj dalej Somewhere Over the Rainbow

Harmonijkowo – walka z paproszkami

Zajawkę na harmonijkę mam od kilku lat, choć przez długi czas była to zajawka dość bierna, rzekłbym. Ot, ciekawie byłoby sobie pograć, ale nie mam harmonijki. Kupić? W sumie niegłupie, ale jakoś tak ciągle na coś innego trzeba było wydawać. Ale jak już ją kupiłem, zacząłem ją ciągle nosić w kieszeni. A że noszę po kieszeniach wiele rzeczy, to się różne paproszki pojawiały zatykające kanały. Aż wreszcie zrobiłem pokrowiec, który powinien temu zaradzić.

Czytaj dalej Harmonijkowo – walka z paproszkami

BezKit Aqustik Fest 2013

Jest na świecie wiele wspaniałości. Niesamowite miejsca, stworzenia, sytuacje, cechy, czy kreacje ludzkich rąk. Jedne z najbardziej niesamowitych elementów życia to ludzie, abstrakcyjne poczucie humoru, samodoskonalenie, muzyka i oczywiście góry. Jakże więc rad byłem kilka miesięcy temu, gdy okazało się, że tak blisko mnie organizuje się wydarzenie łączące to wszystko w jedno z dodatkiem wielu innych niezwykłości – BezKit Aqustik Fest.
Niestety jesienna edycja tego wydarzenia w chatce na Magórach, mnie ominęła, ale czekam na kolejne.

Co się właściwie działo w weekend Bożego Ciała, kiedy to miał miejsce wiosenny BezKit? Nie chcę się bardzo rozpisywać, więc dość skrótowo wspomnę, że już samo dotarcie na Magóry było świetnym doświadczeniem. Podróż w autobusie w doborowym towarzystwie, rozmowy o niewidzialnych gitarach i niewidzialnych lutnikach i pierwsza podróżna próba Scrabbli Travelcro składały się na bardzo dobry początek. Choć przyznam, że przez fakt późnego położenia się dnia poprzedniego i wczesnego wstawania w dzień wyjazdu ciągle się budziłem ze stresu, że zaśpię. Na szczęście zarówno dotarcie na dworzec, jak i dojechanie do Piwnicznej nie sprawiło żadnego problemu.
Późniejszy godzinny-półtorejgodzinny marsz pod górę w burzy był niesamowity w samej swej istocie, a kompletnie przemoczone ubranie dodawało całości jeszcze swoistego uroku. Fakt, że kiedy mokra koszula dotknęła mi pleców i powiał do tego jeszcze wiatr, to nie czułem się najprzyjemniej, ale zbyt cieszył mnie ten deszcz, żeby pozytywne odczucia zniknęły na dłużej niż te kilka sekund lekkiego szoku termicznego. Fakt, że bateria w moim telefonie nie przeżyła tej ilości wody dodał jeszcze do tego wszystkiego to, że przez te kilka dni żyłem niejako poza czasem, bo komórka jest moim zegarkiem i jej brak przyjąłem jako idealny bodziec do tego, żeby nie sprawdzać w ogóle godziny.
Wieczorem poznawanie nowych ludzi, pierwsze spojrzenia, uśmiechy. I muzycznie od początku. Dni spędzone na Magórach trochę zlewają się w moich myślach w morze wspomnień, gdzie niektóre ciężko przypisać do konkretnego czasu. Pamiętam drogę, zabawy integracyjne, warsztaty harmonijkowe, rozmowy, wspólne śpiewanie, ognisko. Pamiętam wiele, ale to trzeba po prostu poczuć. Oczywiście są rzeczy, którymi mogę się podzielić, jak na przykład niesamowity koncert niesamowitej Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z Olą, który został nagrany i można go znaleźć na YouTube.

Miałem zamiar pierwotnie napisać więcej, ale ten czas był zbyt ważny jednak, by tak po prostu go opisywać. Zmieniło się wiele dzięki niemu. Na lepsze. Życie nabrało nowych barw. Dziękuję.

Kilka linków na podsumowanie:
koncert Kuźni – wersja krótka
koncert Kuźni – wersja długa
Tomek Kuręda + Wiśnia
koncert Asi Pilarskiej + jam session